Nachodzą mnie takie niespodziewania nachodzą mnie często dość bardzo ..... ale tak jest że nic zawsze to samo
Wpis
był oczywiście niesamowity, moje zaangażowanie w bieg maratoński, to wykrzykiwanie wiwatów zwycięzcom... no i mila olimpijska KTÓRĄ RODZINA ZET PRZEBIEGŁA W PEŁNYM SKŁADZIE.
Tu najlepsi:
niesamowity Sammy Limo upadł 100m przed metą (zemdlał?) po czym ocknął się i doczłapał do mety.... hmmm... ciekawe... dokładnie tego samego się obawiałam w Lesznie... a jednak coś mnie łączy z czołowymi maratończykami z Kenii... a tak poważnie to hołd składam mu ogromny!
ps. filmy wykonane i udostępnione dzięki nowej zabaweczce Leona... i jego niedawno odkrytym talencie reporterskim.
Pogoda masakrowała wielu - tak bywa
było ciężko, organizatorzy nie zapewnili wody dla zawodników w odpowiedniej ilości... to był bardzo słaby punkt programu...